LatoNaturaPodróżePolskaRodzina

Kraina Wielkich Jezior Mazurskich – Północ.

610.2020
Powrót do spisu treści

Rozdział VI
Spływ Rzeką Sapiną.

20.08.2020, czwartek

Poranek wstaje z przymglonym niebem, które zapowiada piękny dzień.

W sam raz na spływ kajakowy🛶😀 

Na plaży Jeziora Święcajty łabędzie czyszczą pióra.

Łabędzie nieme (Cygnus olor), dorosły z młodymi

Młode łabędzi też urosły już niesamowicie…

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Wzorem rodziców robią dokładną toaletę.

Łabędzie nieme (Cygnus olor), młody

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Piórko, za piórkiem…

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Wszak zadbane piórka dla ptaków, to sprawa niezwykle ważna… 😀

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Dorastające łabędzie pomimo tego, że są już naprawdę duże, to latać jeszcze nie potrafią – skrzydła mają póki co niepozorne. Na tym nie polatamy koledzy i koleżanki… 😉😀

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Za to dumnie patrzeć już możemy…😁

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Po porannej toalecie czas na śniadanie, bądź drugie śniadanie – myślę, że pierwsze mogłam przespać… 😉

No to kupry do góry, głowy pod wodę –

Łabędzie nieme (Cygnus olor), młode

no i – mniam…😋

Łabędzie nieme (Cygnus olor), młode

I mniam…😋

Łabędzie nieme (Cygnus olor), młode

I woda kapie z dzioba…

Łabędzie nieme (Cygnus olor), młode

I tak w kółko…😉😀

Łabędzie nieme (Cygnus olor), młode

Robię się strasznie głodna – a przecież, jak łabędzie nie pożeruję… 😂 Biegnę na łódkę. Szybkie śniadanie, przygotowanie aparatów, plus rzeczy na spływ i już podjeżdża Pan Sebastian.

Jedziemy około 10 kilometrów do śluzy Przerwanki, skąd zaczynamy w zamierzeniu 16,5 kilometrowy spływ. Maseczki w samochodzie oczywiście są konieczne – czas pandemii trwa.

Wyładowanie kajaków, zapoznanie się z mapą, którą dostajemy – żeby się człowieki nie zgubiły…😉😁

Przydział kajaków – dla nas jest ten zielony. Bo w końcu zielono powinno być…😉😀

Jeszcze tylko wskoczenie do kajaków i już płyniemy.

Najpierw krótkim odcinkiem Sapiny – do dopiero początek naszego spływu, a już jest pięknie…💚😊

Potem następuje czas na pierwsze jezioro, które musimy przepłynąć – Jezioro Wilkus.

Tutaj początek mamy trudny, ponieważ płyniemy po Wilkusie w przeciwną stronę do pożądanej – jakieś problemy z czytaniem mapy… 🤔😂

W efekcie nadrabiamy kilometr…

Ale ponieważ jest cudnie,

a zmęczenia jeszcze nie czujemy, to to nadrabianie nie bardzo nam przeszkadza…😀

W końcu jednak obieramy dobry kierunek

i już za chwilę Rzeka Sapina wita nas, obiecując piękne chwile w świecie przyrody.

Mamy też przewodnika, który przez pierwszy odcinek pokazuje nam swój dom…💚😀

Łabędź niemy (Cygnus olor)

Sapina jest rzeką, której okolice zostały uznane w Polsce za biocentrum, czyli przestrzeń najmniej przekształconą pod względem przyrodniczym.

Jest już druga połowa sierpnia, więc spotkań ptasich nie mamy, co prawda widzę trzciniaki szalejące w trzcinach,

ale kajak chociaż płynie wolno, to jednak płynie i nie do zrobienia są zdjęcia, bez chwili spokojnego zatrzymania, a gdy próbujemy się zatrzymać,

to trzciniaki oczywiście zwiewają…🤷‍♀️🙄😉😀

Jednak ja tak naprawdę na Sapinę nie płynę po ptasie spotkania, na Sapinę płynę dla ciszy i tej otaczającej mnie Matki Natury, w którą człowiek nie ingeruje…💚

I to piękno oraz ciszę dostaję.

Szlak płynie przez trzy jeziora, wspomniany wcześniej Wilkus, Pozezdrze oraz Stręgiel…. Na jeziorach wiosłuję z Panem Mężem, 

ale gdy tylko wpływamy w rzekę, odkładam wiosła, biorę aparat do ręki i fotografuję,

zostawiając kierowanie łódką w absolutnie właściwych rękach 😀

Sapina częściowo płynie pośród trzcin,

w których spokojnie spędzają czas kaczki krzyżówki

Kaczki krzyżówki (Anas platyrhynchos), samice

i łabędzie.

Łabędź niemy (Cygnus olor), młody

Łabędź niemy (Cygnus olor)

Od zawsze podziwiam giętkość łabędziej szyi 😀

Łabędź niemy (Cygnus olor)

Łabędź niemy (Cygnus olor)

Łabędź niemy (Cygnus olor)

W wodzie jest mnóstwo małż, zarówno na dnie jak i na roślinach.

Szczeżuja pospolita (Anodonta anatina).  Skójki (Unio pictorum). Okonie pospolite (Perca fluviatilis)

Szczeżuje pospolite (Anodonta anatina)

Szczeżuja pospolita (Anodonta anatina)

Skójka (Unio pictorum)

Pod nami piękno wodnych roślin, pływających ryb i leżących małży.

Rogatek sztywny (Ceratophyllum demersum)

Rogatek sztywny (Ceratophyllum demersum)

Rogatek sztywny (Ceratophyllum demersum)

Rogatek sztywny (Ceratophyllum demersum), Grążel żółty (Nuphar lutea), liście

Rogatek sztywny (Ceratophyllum demersum), Grążel żółty (Nuphar lutea), liście

Rośliny wodne wystają ponad lustro, dając oprócz niezaprzeczalnych walorów dekoracyjnych rzeki,

Grążel żółty (Nuphar lutea)

Jeżogłówka gałęzista (Sparganium erectum erectum)

Strzałka wodna (Sagittaria sagittifolia)

Grzybienie białe (Nymphaea alba)

oparcie dla ślimaków

Błotniarka stawowa (Lymnea Radix)

i mnóstwa przysiadających na nich ważek.

Tak po prostu,

Świtezianka błyszcząca (Calopteryx splendens), samiec – na strzałce wodnej (Sagittaria sagittifolia)

Świtezianka błyszcząca (Calopteryx splendens), samiec – na strzałce wodnej (Sagittaria sagittifolia)

bądź celem przedłużenia gatunku…😉

Oczobarwnice mniejsze (Erythromma viridulum), samica i samiec – na liściach grążela żółtego (Nuphar lutea)

Oczobarwnice mniejsze (Erythromma viridulum), samica i samiec – na liściach grążela żółtego (Nuphar lutea)

Niektóre przysiadają też na kajaku, jakby dla chwili podwózki 😀

Świtezianka błyszcząca (Calopteryx splendens), samiec

Pasażerów na gapę zresztą jest więcej…😁 Tutaj chrząszcz z rodzaju  rzęsielnic.

Chrząszcz z rodzaju Rzęsielnic (Donacia clavipes)

Warto wiedzieć, że rzęsielnice mogą być trujące, dlatego lepiej ich nie brać do rąk i raczej unikać przypadkowego zjedzenia, gdyby taki chrząszczyk przez przypadek wszedł do kanapki…😉 W małej ilości nie powinien zaszkodzić, ale lepiej nie ryzykować…

Wzdłuż brzegów szumiące trzciny – naprawdę jest pięknie…

Ale nie tylko dla mnie… Panuje między mną i Panem Mężem pełna zgoda co do piękna tego miejsca i zachwycania się nim.

Wypływamy na Jezioro Pozezdrze.

I znowu wpływamy w Sapinę. O ile Mati woli, tą część rzeki, która biegnie pośród trzcin, o tyle dla mnie najpiękniejszym odcinkiem jest odcinek pomiędzy Jeziorem Pozezdrze, a Jeziorem Stręgiel. Tam rzeka zmienia swoje oblicze, wije się szerszym nurtem, pośród wysokich drzew, dających przepiękny refleks na wodach Sapiny.

Potęga starodrzewu zawsze powoduje, że czuję się jakbym była w samym sercu natury.

Patrzę na odsłonięte korzenie potężnych drzew,

Widać też ślady działalności bobrów.

Przy brzegu odpoczywają kaczki.

Kaczki krzyżówki (Anas platyrhynchos), samice

Kaczka krzyżówka (Anas platyrhynchos), samica

Kaczka krzyżówka (Anas platyrhynchos), samica

Kaczka krzyżówka (Anas platyrhynchos), samica

To raj dla zwierząt. Gdzieś tam po pniu przebiega strzyżyk, wyżej pełzacz. 

Nawet nie staram się ich uchwycić. Teraz płyniemy i wchłaniamy ciszę.

Chwila przerwy, dla zjedzenia kanapek oraz odpoczynku w miejscu, gdzie można wyjść na brzeg – na małą piaszczystą plażę.

I znowu płyniemy dalej.

W końcu wypływamy na Jezioro Stręgiel – tutaj już trzeba mocno powiosłować.

Tym bardziej, że zebrały się burzowe chmury…

A wpływając na Jezioro Święcajty kończymy ten piękny czas z Rzeką Sapiną.

To było wspaniałe 5,5 godziny z Matką Naturą, w czasie których pokonaliśmy 🛶 17,36 km. 💚😊

Zdajemy kajak. Kilometr piechotką do jachtu – po spływie już nikt nie zapytał, czy nas odwieźć. Zapłacone, kajak zdany – czas przestać klienta postrzegać… Nic, kilometr to niewiele, a to że jesteśmy trochę mokrzy, w sumie nam nie przeszkadza. Chodzi tylko o jakąś zasadę…

Kupujemy po drodze w sklepiku wodę i postanawiamy nigdzie już dzisiaj nie płynąć. Po pierwsze jest godzina 17.40, a po drugie – trochę jednak jesteśmy zmęczeni.

Czas na kąpiel w jeziorze – woda jest czysta, a przy kei w ogonkach prysznica nie ma. Nie mamy siły na gotowanie, więc decydujemy się na zjedzenie kolacji w Restauracji ”Stara Kuźnia Mazurska”…

No i tutaj absolutna niespodzianka. Ponieważ zarówno atmosfera ”Starej Kuźni Mazurskiej”, jak i obsługa, są na drugim biegunie w stosunku do ”Smażalni Ryb Sambor”.

Uśmiech na twarzach kelnerek, wystrój przepiękny.

Olejne obrazy, stare zdjęcia,

skórzane kanapy, drewniane meble, w tle gra uwielbiany przeze mnie smooth jazz. Jeżeli dodam, że w kanapach są kontakty, z których można podładować co tylko się chce – to takie miejsce na czas podróżowania poza komfortem hotelowym, jest wymarzonym. A ponieważ na jachcie nie doładuje się komputera, to na szybko korzystam zgrywając zdjęcia z kart i przerabiając w automacie kopie na jpg, żeby wgrać na komórkę. Jakąś relację dla znajomych w końcu warto zrobić… 😉😀

Wspomnienia utrwalone na karcie aparatu przenoszą się na komputer, potem na telefon, a pełna bateria komputera, pozwoli mi nazajutrz rano opisać poprzedni piękny dzień przemierzania Krainy Wielkich Jezior Mazurskich.

Czekamy w tej cudnej atmosferze, nad lampką wina i zimnym piwkiem, 

na posiłek, który uwierzcie mi – okazuje się być rewelacją… Placki ziemniaczane z sosem kurkowym i do tego sałatka grecka – są tak pyszne, że pomimo potężnych porcji, zjadamy wszystko 😋

Na deser małe espresso i płacimy rachunek. Ceny w ”Starej Kuźni Mazurskiej” są absolutnie podobne do tych w ”Smażalni Ryb Sambor” – bez zup płacimy 111 zł.

Pytam jeszcze, czy możemy nabrać sobie wody, ponieważ nam się kończy – taki końcowy test sprawdzający… 😉

Miła dziewczyna, która nas obsługiwała odpowiada – oczywiście, że tak.

No cóż… Co mogę powiedzieć. Tylko tyle, że jeżeli wpłyniecie do Ogonek na Jeziorze Święcajty, to darujcie sobie, nie wiem dlaczego w Internecie zachwalaną, ”Smażalnię Ryb Sambor”.

Przycumujcie przy darmowej kei miejskiej i idźcie zjeść do ”Starej Kuźni Mazurskiej”,

która znajduje się zaraz naprzeciwko kei – widok z podjazdu.

Tam też są świeże ryby, łącznie z tak popularną w tym okresie sielawą. A zarówno jakość posiłków, jak i całość atmosfery w Kuźni, jest na dużo wyższym poziomie…

Do tego ładny taras na zewnątrz, dla tych którzy chcą zjeść na zewnątrz.

Plus mały placyk zabaw dla dzieci. Nasze dzieciaki w oczekiwaniu na obiadek nudzić się tutaj nie będą, a nam dadzą spokojnie dokończyć posiłek – wiadomo latorośle za wiele cierpliwości nie mają…😉😀

Tak, tę restaurację polecam absolutnie szczerze – na pewno się nie zawiedziecie korzystając z gościny ”Starej Kuźni Mazurskiej”  http://www.starakuznia.eu/ 

Wracamy na jacht. Dzwoni nasz Kuba z dziadkami, więc spędzamy godzinkę na pogaduchach i zmykamy spać. Jeszcze tylko wysyłamy ”dobranocki” do starszej młodzieży…⭐🌙💗😊

Jutro mamy praktycznie ostatni dzień pływania.

W sobotę już tylko dopłynięcie do Giżycka i zdanie łódki – ale szybko minęło…🤷‍♀️

Zasypiam mając przed oczami piękno Sapiny…

Powrót do spisu treści

Komentarze

Dodaj coś od siebie i skomentuj ten wpis!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *