LatoNaturaNowa ZelandiaPodróże

Nowa Zelandia – Urodziny na Antypodach…

1107.2019
Powrót do spisu treści

16 dzień – Dalej na południe.
Nuggets Point. Otago i pingwiny :)

15. 04. 2019, poniedziałek

Okazuje się, że miejscówka, na której spaliśmy to parking nad jeziorem Dunstan. No i znowu mamy poranek z pięknymi obrazami 😊

Ale nie znajdujemy tutaj nastroju jeziora Paringa z poprzedniego świtu… Jednak za blisko drogi oraz szumu samochodowego. Pijemy kawę, jemy śniadanie i szybko się zbieramy. To ostatni dzień długiego przelotu – kierunek miejscowość Milton, do której mamy około 170 kilometrów. Od Milton zamierzamy zjechać jeszcze trochę na południe, na mały, wysunięty półwysep – Nugget Point, a potem już będziemy wracać w kierunku Christchurch, skąd z kolei rozpocznie się nasz powrót z Nowej Zelandii do domu. Od Nugget Point chcemy wracać na spokojnie, wschodnim wybrzeżem. Pokonując nie więcej, niż około 100 kilometrów dziennie. I na ten powrót wschodnim wybrzeżem, wzdłuż pięknych plaż tworzących  linię brzegową dla bezmiernych przestrzeni Pacyfiku – bardzo się cieszę. Zachodnie wybrzeże na pewno też nas zachwyciło – deszczowymi lasami, górami i jeziorami z porannymi mgłami… Ale wschodnie wybrzeże – to biel plaż, błękit oceanu, no i nadmorskie zwierzęta. Czyli to co kocham fotografować. Dlatego cieszę z tego powrotu na wschodnie wybrzeże i dlatego też nie żałuję pominięcia fiordlandu ze słynnym Milford Sound. Jeżeli wszyscy tam jeżdżą – to ja nie muszę… 😉😃

I tak jedziemy w piękny słoneczny poranek i znowu droga nas zachwyca, a w radiu gra Guns N’ Roses – ”[…]knock, knock, knockin’ a heaven’s door”[…] i jest nam pięknie… 😊

Im bardziej zagłębiamy się drogą West-East w śródlądową Zelandię, tym bardziej krajobraz się zmienia. To znowu inna odsłona tego przepięknego kraju – jakbyśmy jechali przez rozległe, preriowe przestrzenie…

Piękno preriowego krajobrazu dodatkowo podkreśla zataczający koła, polujący sokół nowozelandzki…

Sokół nowozelandzki (Falco novaeseelandiae)

Nowa Zelandia pokazuje nam nadal nowe oblicza – gdzie nie jesteśmy, tam obrazy są inne i wszystkie przepiękne…😊  Bardzo chciałabym sfotografować sokoła tak, żeby zdjęcie było ostre. Ale niestety jadąc jest to niemożliwe,

Sokół nowozelandzki (Falco novaeseelandiae)

a gdy tylko się zatrzymujemy sokół, który akurat jest w dosiężności fotograficznej – ucieka. W pewnym momencie widzimy na drodze potężnego sokoła nad martwym lisem, ptak próbuje z nim odlecieć, ale nie daje rady i porzuca zdobycz. Niestety zdjęcie nie do zrobienia… Zjeżdżamy na pobocze i czekamy – może wróci do porzuconej zdobyczy. Ale nie… Odleciał. Widocznie nie chce ryzykować, a pożywienia mają drapieżne ptaki tutaj, aż nadto… Również jeżeli chodzi o zwierzynę rozjechaną na drogach przez samochody. Co noc ginie tutaj jej sporo – najwięcej wielkich gryzoni przypominających bardzo duże wiewiórki. Jedziemy dalej, dłużej nie czekając na ew. powrót sokoła.

Powoli zbliżamy się do wschodniego wybrzeża

i wzdłuż niego, tak jak zaplanowaliśmy, dojeżdżamy do najdalej dla nas wysuniętego punktu południowej Nowej Zelandii – Nugget Point.

Jest to malowniczo wysunięty na południe półwysep z latarnią morską, znajdującą się na potężnym stromym klifie.

Z parkingu idziemy klifem do naszego najdalszego punktu na południu Nowej Zelandii, około kilometr. Widoki są wspaniałe.

Ekspozycja zapiera dech w piersiach.

W dole odpoczywają uchatki… Ale się cieszę, że znowu je widzę…😊

Młode piją mleko.

Jeden maluch musiał coś narozrabiać, bo dostaje ochrzan od mamy…

Jak widać ochrzan pomógł, bo mały uchatek siedzi dalej grzecznie obserwując otoczenie i nie przeszkadza mamie w drzemce 😉😃

Docieramy na koniec klifu. Jesteśmy na najdalej wysuniętym dla nas punkcie na południe Nowej Zelandii, a pomiędzy nami i południowym biegunem – tylko 200 km Pacyfiku…

Moglibyśmy co prawda pojechać jeszcze 100 km skośnie w bok i dojechać na faktycznie najdalej wysunięty punkt Nowej Zelandii – przylądek South West Cape.

Nie decydujemy się jednak na to, ponieważ chcemy jeden dzień odpocząć na którejś z oceanicznych plaż, a widok i odległość do bieguna byłaby podobna… Dlatego postanawiamy zakończyć nasze podążanie na południe właśnie w tym punkcie.

Patrząc na horyzont czuję, jakby czas się zatrzymał i wypełnił emocją – spełnienia marzeń i dotarcia do celu… 😊

Stojąc podziwiam piękno tego miejsca…

A Pan Mąż co podziwia?… A Pan Mąż latarnię morską…

Każdy ma do podziwiania to co lubi 😉😁

Ale wzruszenie czujemy oboje…

Wspólny selfik 😃

I pomału wracamy klifem z powrotem, do naszego domku na kółkach.

Jeszcze z oddali spoglądamy na stojącą, już teraz samotnie, latarnię morską…

Jeszcze fotografuję piękną grę światła na oceanie,

Machamy do lecącego na popołudniowe łowy burzyka.

Burzyk szary (Ardenna grisea)

Fotografuję późnoletnie nowozelandzkie rośliny…

Oset (Carduus)

Juka (Yucca) – kwiatostan po przekwitnięciu

I już pijemy kawę, chwilę odpoczywając, żeby zaraz potem rozpocząć nasz powrót na północ. Powrót, ale z nadzieją na jeszcze parę pięknych miejsc i chwil.

Zaraz po wyruszeniu widzę sokoła nowozelandzkiego, pięknie szybującego na tle wzgórz. Wyskakuję z samochodu i w końcu udaje mi się zrobić kadr, może nie do końca doskonały – ale na pewno pokazujący piękno tego drapieżnego ptaka w locie… 😊

Sokół nowozelandzki (Falco novaeseelandiae)

Jedziemy dalej i po około 100 kilometrach lądujemy na wyspie Otago, gdzie mamy nadzieję na spotkanie z pingwinami. Już gdy w późnopopołudniowym świetle wjeżdżamy do zatoki, widzimy, że to prawdziwy, kolejny nowozelandzki raj dla ptaków…

Łabędź czarny (Cygnus atratus)

I na pewno jest to miejsce ludzi otwartych na drugiego człowieka – stwierdzamy, śmiejąc się do małego kiosku, gdzie wrzucając żądaną opłatę do skarbonki, można wziąć sobie różne produkty np. jajka, pomidory, miód 😃

I nikt tego nie pilnuje…
Jak to się ma do naszych problemów z pozyskaniem wody do zbiorników kampera – nie mam pojęcia 😂 Mówiłam, że Nowa Zelandia to kraj pełen niespójności… Jedno jest pewne, że Nowozelandczycy, będąc narodem bardzo kategorycznym w podejściu do przepisów, są też niezwykle uczciwi. I pewnie nie przyszłoby im nawet do głowy, że ktoś może wziąć produkty bez uiszczenia opłaty. Cóż… W naszym kraju nie sądzę, żeby podobny punkt, jak powyższy kiosk, miał prawo istnienia… 🤔

Kierujemy się do najwyższego punktu Otago, gdzie znajduje się obserwatorium albatrosa i gdzie można również obserwować pingwiny małe, nazywane też błękitnymi – które co wieczór wychodzą na zamkniętą dla turystów plażę – https://albatross.org.nz/

Obostrzenia co do przebywania w obrębie plaż, na które wychodzą pingwiny, są duże. Spowodowane są faktem, że jeszcze 25 lat temu populacja pingwinów błękitnych liczyła 300 sztuk i groziło im tutaj zupełne wyginięcie. Niestety zwykłe wystraszenie się pingwina np. przez lampę błyskową (a pingwiny na ląd wychodzą po zmroku), czy poprzez zbyt bliskie przejście intruza koło gniazda, może spowodować brak lęgu. Przez lata pracy nad ochroną tych pięknych ptaków udało się populację pingwinów w tej części Nowej Zelandii odbudować do 2500 sztuk i obecnie, ze względu na zwiększenie ich liczebności można pojedyncze sztuki spotkać w dziwnych miejscach, podobno nawet zdarzyło się pingwina błękitnego zobaczyć przy markecie 😃 Ale mimo wszystko należy pamiętać, że są to delikatne ptaki i nie można ich straszyć, czy nadmiernie się do nich zbliżać, a ochrona i odbudowywanie pingwiniej populacji jest celowe i nadal konieczne…

Chcąc sfotografować pingwiny błękitne i nie mając, żadnej pewności spotkania ich w innych miejscach na wybrzeżu, decydujemy się na próbę pingwiniego fotopolowania z plaży ośrodka obserwacyjnego, gdzie ze specjalnie podświetlonej od spodu platformy, jeżeli się wystarczająco długo poczeka po zmroku, można je zobaczyć. Póki co jest późne popołudnie i musimy zaczekać, aż zajdzie słońce…

O godzinie 18.00 jest już praktycznie ciemno. Schodzimy po stromych schodach na platformę. Nigdy nie wiadomo ile pingwinów będzie można zobaczyć danego dnia na plaży – czy jedną rodzinę, czy parę. W obserwatorium powiedziano nam, że z reguły wychodzi od ośmiu do pięćdziesięciu sztuk, ale może się zdarzyć, że się nie wyjdą w tym miejscu na brzeg – to dziko żyjące stworzenia, a nie ZOO – dodają Nowozelandczycy z obserwatorium z lekkim przekąsem, gdy się dopytujemy. Czekamy, więc od godziny 18.00, nie narzekając na zimno oraz wiejący silny wiatr – w nadziei, że pingwiny jednak się pojawią… No i się pojawiają… 😃 Po około 30 minutach, gdy jest już zupełnie ciemno, grupkami zaczynają wychodzić z oceanu na brzeg plaży… Najpierw około osiem – to te maciupeńkie stworki zaraz przy linii brzegowej 😃

Pingwiny małe, błękitne (Eudyptula minor)

Po jakiś dziesięciu minutach kolejne

Pingwiny małe, błękitne (Eudyptula minor)

i kolejne… 😃

Pingwiny małe, błękitne (Eudyptula minor)

Tuptają żwawo po ścieżce, jedne krzycząc

Pingwiny małe, błękitne (Eudyptula minor)

inne się rozglądając,

Pingwiny małe, błękitne (Eudyptula minor)

ale wszystkie – jedne wolniej, drugie szybciej – znikają w trawach na wydmie…

Pingwiny małe, błękitne (Eudyptula minor)

Miejsce jest oświetlone miękkim światłem, które pingwinom nie przeszkadza i dzięki temu można je sfotografować. Absolutnie nie wolno używać lamp błyskowych – trzeba zakryć nawet mrugający w aparacie czujnik światła…

Pingwinki są śliczne, jak małe ludziki w niebieskich frakach… 😊 Pingwin niebieski osiąga wielkość około 30 cm – to najmniejszy pingwin na świecie.

Pingwiny małe, błękitne (Eudyptula minor)

Obserwujemy pingwiny przez półtorej godziny. Większość idzie odważnie, szybko i w grupie.

Pingwiny małe, błękitne (Eudyptula minor)

Pingwiny małe, błękitne (Eudyptula minor)

Są jednak i takie co tuptają nieśmiało, osobno – jakby zgubione…

Pingwiny małe, błękitne (Eudyptula minor)

Ale, gdy z wydm rozlega się nawołujący krzyk rodzinki – te wolniejsze, też dostają przyspieszenia… 😃

Pingwiny małe, błękitne (Eudyptula minor)

Pingwin mały, błękitny (Eudyptula minor)

Maleństwa, zaraz po wyjściu na brzeg, są jeszcze karmione przez rodziców. W pingwinich rodzinach karmieniem młodych zajmują się zarówno mama i tata. Wygląda to jakby rodzice mówili – Chwila, jeszcze kanapka na drogę… 😉😃

Pingwiny małe, błękitne (Eudyptula minor)

Jeden z pingwinków przystaje na środku ścieżki i z ciekawością się rozgląda… Mamy, więc i małego modela 😁

Pingwin mały, błękitny (Eudyptula minor)

Pingwin mały, błękitny (Eudyptula minor)

Pingwin mały, błękitny (Eudyptula minor)

Pingwin mały, błękitny (Eudyptula minor)

Pingwin mały, błękitny (Eudyptula minor)

Pingwin mały, błękitny (Eudyptula minor)

Pingwin mały, błękitny (Eudyptula minor)

W końcu po wyczyszczeniu piórek, potrzepotaniu skrzydełkami, pokrzyczeniu oraz porozglądaniu się –  nasz model postanawia zwiać na wydmy, ale robi to nie w stylu tuptających pingwinków, tylko w stylu pingwio-godzilli 😁

Pingwin mały, błękitny (Eudyptula minor)

Pingwin mały, błękitny (Eudyptula minor)

Wszystkie pingwiny w końcu znikają na wydmach. Mieliśmy naprawdę dużo szczęścia – dzisiaj na plażę wyszło ponad sześćdziesiąt pingwinów 😃 I pomimo przejmującego zimna – to było fantastyczne półtorej godziny w towarzystwie żyjących na wolności pingwinów błękitnych… 😊

Zmarznięci zmykamy do kampera. Ponieważ na parkingu obserwatorium nie można nocować, jedziemy nad zatokę szukając miejsca, w którym moglibyśmy zaparkować na noc. Znajdujemy miejsce przy drodze, nad samym brzegiem zatoki. Idziemy od razu spać – jesteśmy bardzo zmęczeni. Natomiast zmęczenie nie ma znaczenia, gdy z obrazami człapiących, małych, niebieskich stworków, zasypiasz przy boku męża spełniającego Twoje podróżnicze marzenia… 😊

Powrót do spisu treści

Komentarze

fotoeskapady

05 sierpnia 2019 o 19:51

💓😊

Pan Mąż

05 sierpnia 2019 o 19:22

Byłem, widziałem, przeżyłem… Dziękuję Pani Żono za to, że jesteś, to po pierwsze i za to że tym wpisem dajesz mi szansę wracać na Antypody zawsze, gdy nad głową kłębią się chmury… Niekoniecznie te prawdziwe, czasem te “z przenośni”.
Pan Mąż

fotoeskapady

18 lipca 2019 o 16:49

Dziękuję bardzo…. 😊 To była przepiękna podróż i w emocjach, i fotograficznie… A chwile z pingwinem niebieskim na pewno zostaną jednym z moich najpiękniejszych wspomnień 😊 Cieszę się, że moja nowozelandzka opowieść Ci się spodobała i jeszcze raz bardzo dziękuję za komentarz 😊
Pozdrawiam serdecznie
Sabina

Andrzej

16 lipca 2019 o 18:22

Świetnie się czytało, przepiękne widoki, gratuluję tylu nowych gatunków ptaków, a najbardziej niebieskiego pingwina!!! -:)

fotoeskapady

16 lipca 2019 o 16:14

Dziękuję pięknie za komentarz 😊 Bardzo się cieszę, że długość wpisu Cię nie zanudziła, no i że dałeś radę 😃 Nie potrafię inaczej pisać -każda podróż układa mi się właśnie w opowieść i dlatego tak ją przedstawiam… Z tego powodu też, zaczęłam dzielić wpisy na rozdziały, żeby łatwiej było przerywać i wracać. Nawet nie wiesz jak miło mi przeczytać, że nie czyta się mojego bajania ciężko i ze znużeniem. Bardzo, bardzo dziękuję za te słowa – są dla mnie dużym wsparciem… A prawdziwe relacje z podróży piszesz Ty… I są świetne👏👏👏😊 Pomyślę nad zdjęciami zwierzaków wszelakich, ale nie obiecuję zmniejszenia ilości – bo każda odsłona wydaje mi się inna i ciekawa – mam problem z ich przefiltrowaniem…🙄, a i tak wybieram garstkę z tych, które danemu modelowi zrobię… Mój Pan Mąż, też na to narzeka 😂
Pozdrawiam serdecznie, dziękując również za zgodę na wykorzystanie Twojego komentarza z Instagrama.
Sabina 😊
Ps. Trochę mgiełki tajemnicy… 😉😃

Robert Remisz

15 lipca 2019 o 22:26

Zaczynając czytać Twoją relację z podróży po Nowej Zelandii pomyślałem, że “długa”, a to często idzie w parze z nudą, której nie znoszę i sam staram się nie rozpisywać. Jednak Ty umiesz w bardzo ciekawy sposób przedstawić to, co w danej chwili czujesz. Masz “lekkie pióro”, czytając nie czuć toporności i silenia się na nie wiadomo jaką pompatyczność. Dla mnie jest to fajne – podkreślę – opowiadanie, a nie typowa relacja z podróży. W tym opowiadaniu jest zachwyt przyrodą, krajobrazem, ale też miłość do najbliższej rodziny :-) Całość wzbogacona jest bardzo ładnymi zdjęciami. Jednak – szczerze, nie lubię inaczej – moim zdaniem pokazywanie kilku, bardzo podobnych ujęć ptaków jest zbędne. Choć wiem, że innym może się to podobać. Całość świetna!!! Gratuluję. Pozdrawiam :-)

Ps. “…482 kilometry samochodem z Pragi do domu…” a to zagadka :-)

Dodaj coś od siebie i skomentuj ten wpis!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *