LatoNaturaNowa ZelandiaPodróże

Nowa Zelandia – Urodziny na Antypodach…

1107.2019
Powrót do spisu treści

17 dzień – Ptaki, ptaki, ptaki…, i Głazy Moreaki :)

16. 04. 2019, wtorek

Budzę się z pragnieniem sfotografowania wschodu słońca znad oceanu – tego momentu wynurzenia się słońca zza horyzontu. Niestety moje pragnienia póki co, a właściwie nadal – muszą poczekać. Ponieważ poranek na Półwyspie Otago wstaje pochmurny, a cała zatoka spowita jest mgłą… Dopiero około godziny 8.00 zaczyna się przejaśniać i z mgły wyłania się stado mew kąpiących się w płytkich rozlewiskach – jest odpływ…

Mewy południowe (Larus dominicanus)

Mewy południowe (Larus dominicanus)

Mewy południowe (Larus dominicanus)

Jemy śniadanie. Mati znajduje plażę, około 158 kilometrów od nas, wyżej na północ, na której zamierzamy spędzić kolejny cały dzień – to będzie mój dzień urodzin i zamierzamy go cały przeleniuchować 😊 Na jednym z blogów znajdujemy informację o pojawiających się tam również pingwinach i uchatkach. A samo miejsce opisywane jest jako przepiękne… I myślę sobie, że to jest dobry pomysł, bo chociaż w tym roku mam 21 wspaniałych dni moich pięćdziesiątych urodzin, to jednak ”Ten Dzień” należy zaznaczyć…😉😃  A najlepiej zaznaczyć go fotografowaniem zwierzaków i dniem spokojnego odpoczynku – tak, żeby trochę na tym ”półmetku” móc się zatrzymać i pomyśleć… 😊

Żegnamy, więc Otago. Ale zanim żegnamy go na dobre, to po drodze Pan Mąż musi się co chwilę wzdłuż wybrzeża tego półwyspu zatrzymywać. Jesteśmy póki co w rezerwacie ptaków i nie zamierzam, pomimo niezbyt fotograficznie dogodnej pogody (lekko mży), tak łatwo go odpuścić 😁 Jedziemy dwie minuty – wołam stop. Ja wyskakuję na wybrzeże, Pan Mąż do książki i relaksu z lekturą. Wracam. Dwie minuty jazdy i stop – ja znowu na wybrzeże, a Pan Mąż j.w. I tak z osiem razy… Dobrze, że Mati jest wytrenowany w czekaniu, gdy ja zwierzaki fotografuję 😉😃

I tak udaje mi się upolować fotograficznie:

Pięknego łabędzia czarnego, zajadającego ze smakiem przybrzeżne wodorosty.

Łabędź czarny (Cygnus atratus)

Łabędź czarny (Cygnus atratus)

Łabędź czarny (Cygnus atratus)

Brodzące czajki płatkolice – nasuwające mi swoim wyglądem na myśl Panów Hrabiów przechadzających się po swoich włościach… 😉😃

Czajki płatkolice ( Vanellus miles)

Szlachectwo w czystej postaci 😉😃

Czajka płatkolica ( Vanellus miles)

Nawet hrabia musi czasami przeciągnąć ramiona 😉😃

Czajka płatkolica ( Vanellus miles)

Dostojną czaplę białolicą

Czapla białolica ( Egretta novaehollandiae)

Czapla białolica ( Egretta novaehollandiae)

Wszechobecne w Nowej Zelandii mewy czerwonodziobe.

Mewy czerwonodziobe (Chroicocephalus novaehollandiae)

I cztery gatunki kormorana.

Kormorany srokate.

Kormoran srokaty (Phalacrocorax varius)

Kormoran srokaty (Phalacrocorax varius)

Kormorana nakrapianego – który chyba powinien udać się do fryzjera 😉😃

Kormoran nakrapiany (Phalacrocorax punctatus)

Kormorana zwyczajnego, który jest najczęściej spotykanym gatunkiem kormorana w naszym kraju.

Kormoran zwyczajny, czarny (Phalacrocorax carbo)

Kormoran zwyczajny, czarny (Phalacrocorax carbo)

Pięknie zaprezentował mi swoje skrzydła w locie 😊

Kormoran zwyczajny, czarny (Phalacrocorax carbo)

Oraz kormorana bruzdodziobego, którego wielce zniesmaczyła mewa lądująca nieopodal i obryzgująca Pana Kormorana wodą… 😉

Kormoran bruzdodzioby (Phalacrocorax sulcirostris), mewa południowa (Larus dominicanus)

Kormoran bruzdodzioby (Phalacrocorax sulcirostris), mewa południowa (Larus dominicanus)

Jak widać, Pan Kormoran ma rozmiary niezbyt duże, za to foch pokaźny… 😉😁

Kormoran bruzdodzioby (Phalacrocorax sulcirostris)

Przy ósmym postoju, jakby na deser, fotografuję jeszcze ostrygojady nowozelandzkie… 😊

Ostrygojady australijskie (Haematopus fuliginosus)

I jak tu się podrapać, gdy ma się taki długi dziób?… 🤔 Nie jest łatwo 🙄 – ale daję radę 😉😃

Ostrygojad australijski (Haematopus fuliginosus)

Biegnąc do zaczytanego w kamperze Matiego, jeszcze fotografuję lecącego szpaka 😊

Szpak zwyczajny (Sturnus vulgaris)

Kurczę – szkoda, że warunki świetlne są takie słabe…

Jedziemy dalej. Gdy nadmieniam o dalszych postojach, Pan Mąż skręca zgodnie z drogowskazem – ”Zamek”, mówiąc – Chcę zobaczyć zamek. Zamek?… – trochę się dziwię 🤔 Ogólnie zamków zwiedzać nie bardzo lubimy… Ale ok. Ja mam ptaki, dla Pana Męża może być zamek 😃 Ale trochę mi szkoda utraty możliwości dalszego focenia ptaków wszelakich na Otago…

Jedziemy pod górę, widoki są cudne – wzgórza, w tle zatoka, a na wzgórzach owce…

Dojeżdżamy do zamku i… I Pan Mąż stwierdza – dobra zamku nie zwiedzamy. Zaczął padać deszcz, więc ogrody zamkowe odpadają, a na wnętrza nie mam ochoty… – dodaje. No tak – wcale nie chodziło o zamek, tylko o odciągnięcie Pani Żony od wybrzeża i focenia ptaków – to się nazywa wszystkie chwyty dozwolone… 😉😁 Trochę jednak Matiego rozumiem – podczas mojego fotografowania, jadąc wzdłuż wybrzeża półwyspu Otago, przejechaliśmy 7 kilometrów w 1,5 godziny. Jest moc 😂

I tak jadąc przez wzgórze pożegnaliśmy półwysep Otago z rezerwatem ptaków…

A ponieważ na przemian pada deszcz i świeci słońce, to ostatnim widokiem na Otago jest nie ptak, tylko tęcza… 😊

A im mocniej pada, tym mocniej w miejscach, gdzie przez chmury błyszczy słońce, malują się tęcze…😊

Jedziemy wschodnim wybrzeżem około 120 kilometrów. Po drodze zatrzymujemy się na pięknej plaży Moeraki, która nosi taką nazwę, ze względu na potężne Głazy Moeraki na niej się znajdujące. Podobno pojawiają się na niej pingwiny żółtookie. Pingwinów nie ma, zresztą myślę, że trudno byłoby się ich spodziewać w środku dnia, za to są piękne Głazy Moeraki – są i nie wyglądają jakby miały, gdzieś się wybierać, bądź zniknąć… 😉😃

Ponieważ Moeraki zrobiły na mnie duże wrażenie, jako potężne głazy tak po prostu utoczone z osadu oceanicznego, to zamieszczę tutaj trochę szczegółowych informacji na ich temat. Są to szaro zabarwionymi septarie, leżące osobno, bądź w grupach.

Natomiast fale powodują erozję występującego na wybrzeżu mułowca, która uwalnia regularnie coraz to nowe kule. Moreaki w swoim składzie zawierają szlamę, drobnoziarnistą glinę oraz glin, a zlepione są kalcytem. Całe poprzecinane są szczelinami.

Pęknięcia i odbite kawałki pokryte są warstwą z brązowego kalcytu i powstałą później warstwą żółtego szpatu islandzkiego – które powodują, że na przebiegu pęknięć dla mnie Moerak wygląda jak bursztyn… 😊

Jak małe bursztynki wyglądają też wyrzucone gronorosty… 😃

Gronorosty (Sargassum)

To taka małe odejście od tematu – ale przyznacie, że są cudne…😊

Wracając do Moreaków – ciekawym jest fakt, że ich rdzeń jest pusty.

Można nawet do środka Moreaka sobie wejść. No to weszłam. Komfortowo nie jest, no i trochę mokro – ale w Moreaku byłam 😉😃

Idziemy plażą podziwiając te potężne kule – naprawdę niesamowite co natura potrafi stworzyć…

Trochę szalejemy wchodząc na głazy, skacząc z nich. Czujemy się jak dzieciaki 😃

Wracając fotografuję jeszcze ślicznego ptaka, którego do końca nie potrafię rozpoznać – najbardziej przypomina mi kwiczoła, ale nie jestem pewna 🤔😊

I kwitnące krzewy – żółte kwiatki wyglądają jak nasze forsycje, ale sam krzew już nie. To jakiś gatunek jałowca…

Potem jemy małe co nieco w restauracyjce przy plaży – nawet nie jest drogo. Za ciastko marchewkowe z herbatą (to ja) i ciastko z jagnięciną plus kawę (to Pan Mąż) – płacimy 17 dolarów. Jak na standardy nowozelandzkie to naprawdę niedrogo. Korzystamy z wi-fi i jedziemy dalej. Zakupy robimy w Oamaru. W marketach też bywa dostępny internet, a ponieważ jest on na południowej wyspie luksusem, o czym nadmieniałam już nieraz, to korzystamy z niego, gdzie tylko można – dla kontaktu z rodzinką i szeroko rozumianym krajem co zwie się Polska 😃

Chwilę jeszcze miotamy się między decyzją – śpimy nad oceanem na dziko, czy na kampingu z dostępem do prysznica… 🤔 Ja wolałabym na dziko, ale robi się już późno, no a poza tym – prysznic jednak wygrywa 😉😃 Zatrzymujemy się na trzecim płatnym campingu podczas 2,5 tygodnia pobytu w Nowej Zelandii i pewnie jest to ostatni taki postój, pomijając noc przed oddaniem Kampera. Jutro są moje urodziny i bezwzględnie spędzimy je na plaży nad oceanem.
Zatrzymujemy się, tak więc na tą jedną noc na campingu Kakanui i chociaż do luksusowych nie należy, to jednak w cenie 35 dolarów tj. 15 dolarów od osoby plus 5 dolarów za prąd – parę luksusów nam oferuje. Po pierwsze – jest cicho i pusto. Są tylko trzy kampery na całym campingu. Po drugie jest gorący prysznic – serwuję sobie 12 minut za 4 dolary 😀 (2×2 dolary wrzucone do automatu). Po trzecie – kolacyjka serwowana przez Pana Męża. Ryż w sosie pomidorowym z czosnkiem i oliwkami – mniam 😊 No i luksus czwarty – wi-fi dostępne bez limitu przez całą noc 😃 Można pogadać z dzieciakami i ze znajomymi oraz zagrać w literki z Panem Mężem na kurniku 😉😃 Uwielbiamy scrabble, a nie mogliśmy ze względu na ograniczenia bagażowe, wziąć ich ze sobą.
Tylko po co ślęczeliśmy na internecie w markecie?… 🤔 Cóż…, lepiej korzystać jak jest dostęp – bo potem jednak nigdy nie wiadomo… 😉

Spędzamy wesoło wieczór i zmykamy spać. Jutro jest ”Ten Dzień”… No i cóż cieszyć się, czy nie cieszyć?…🤔 E, tam… – 50 -tka to nie koniec świata… Zamierzam się w tym dniu świetnie bawić i przede wszystkim leniuchować na całego 😉😃

Powrót do spisu treści

Komentarze

fotoeskapady

05 sierpnia 2019 o 19:51

💓😊

Pan Mąż

05 sierpnia 2019 o 19:22

Byłem, widziałem, przeżyłem… Dziękuję Pani Żono za to, że jesteś, to po pierwsze i za to że tym wpisem dajesz mi szansę wracać na Antypody zawsze, gdy nad głową kłębią się chmury… Niekoniecznie te prawdziwe, czasem te “z przenośni”.
Pan Mąż

fotoeskapady

18 lipca 2019 o 16:49

Dziękuję bardzo…. 😊 To była przepiękna podróż i w emocjach, i fotograficznie… A chwile z pingwinem niebieskim na pewno zostaną jednym z moich najpiękniejszych wspomnień 😊 Cieszę się, że moja nowozelandzka opowieść Ci się spodobała i jeszcze raz bardzo dziękuję za komentarz 😊
Pozdrawiam serdecznie
Sabina

Andrzej

16 lipca 2019 o 18:22

Świetnie się czytało, przepiękne widoki, gratuluję tylu nowych gatunków ptaków, a najbardziej niebieskiego pingwina!!! -:)

fotoeskapady

16 lipca 2019 o 16:14

Dziękuję pięknie za komentarz 😊 Bardzo się cieszę, że długość wpisu Cię nie zanudziła, no i że dałeś radę 😃 Nie potrafię inaczej pisać -każda podróż układa mi się właśnie w opowieść i dlatego tak ją przedstawiam… Z tego powodu też, zaczęłam dzielić wpisy na rozdziały, żeby łatwiej było przerywać i wracać. Nawet nie wiesz jak miło mi przeczytać, że nie czyta się mojego bajania ciężko i ze znużeniem. Bardzo, bardzo dziękuję za te słowa – są dla mnie dużym wsparciem… A prawdziwe relacje z podróży piszesz Ty… I są świetne👏👏👏😊 Pomyślę nad zdjęciami zwierzaków wszelakich, ale nie obiecuję zmniejszenia ilości – bo każda odsłona wydaje mi się inna i ciekawa – mam problem z ich przefiltrowaniem…🙄, a i tak wybieram garstkę z tych, które danemu modelowi zrobię… Mój Pan Mąż, też na to narzeka 😂
Pozdrawiam serdecznie, dziękując również za zgodę na wykorzystanie Twojego komentarza z Instagrama.
Sabina 😊
Ps. Trochę mgiełki tajemnicy… 😉😃

Robert Remisz

15 lipca 2019 o 22:26

Zaczynając czytać Twoją relację z podróży po Nowej Zelandii pomyślałem, że “długa”, a to często idzie w parze z nudą, której nie znoszę i sam staram się nie rozpisywać. Jednak Ty umiesz w bardzo ciekawy sposób przedstawić to, co w danej chwili czujesz. Masz “lekkie pióro”, czytając nie czuć toporności i silenia się na nie wiadomo jaką pompatyczność. Dla mnie jest to fajne – podkreślę – opowiadanie, a nie typowa relacja z podróży. W tym opowiadaniu jest zachwyt przyrodą, krajobrazem, ale też miłość do najbliższej rodziny :-) Całość wzbogacona jest bardzo ładnymi zdjęciami. Jednak – szczerze, nie lubię inaczej – moim zdaniem pokazywanie kilku, bardzo podobnych ujęć ptaków jest zbędne. Choć wiem, że innym może się to podobać. Całość świetna!!! Gratuluję. Pozdrawiam :-)

Ps. “…482 kilometry samochodem z Pragi do domu…” a to zagadka :-)

Dodaj coś od siebie i skomentuj ten wpis!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *