LatoNaturaPodróżePolskaRodzina

Kraina Wielkich Jezior Mazurskich – Północ.

610.2020
Powrót do spisu treści

Rozdział III
Jezioro Dobskie. Wyspa Kormoranów.

Poniedziałek, 17.08.2020

Świt. Na wakacjach nie potrzebuję budzika, żeby całe moje ja budziło się wraz ze wstającym słońcem. Wychylam głowę przez bulaj i fotografuję budzący się, również bez budzika 😉, dzień.

Potem chwila z rozpoczynającymi dzień ptakami. To jeden z tych świtów, gdy światło, razem z pięknym jeziornym oparem, grają pierwsze skrzypce…🎨🌞🌫

Na początku światło jest żywo pomarańczowe.

Mewa srebrzysta (Larus argentatus)

Mewa srebrzysta (Larus argentatus)

Perkozy dwuczube (Podiceps cristatus)

Po chwili zmienia się na różowe.

Mewa śmieszka (Chroicocephalus ridibundus), w szacie spoczynkowej.

Mewa śmieszka (Chroicocephalus ridibundus), w szacie spoczynkowej.

Nadal jednak z domieszką złota…

Perkozy dwuczube (Podiceps cristatus)

Tak jak wczorajszy dzień kończył się ptasim biesiadowaniem, taki i dzisiejszy się zaczyna – czas na poranną rybkę…

Mewa śmieszka (Chroicocephalus ridibundus), w szacie spoczynkowej.

Mewa śmieszka (Chroicocephalus ridibundus), w szacie spoczynkowej.

Mewa śmieszka (Chroicocephalus ridibundus), w szacie spoczynkowej.

Ale jak się nie udaje jeszcze śniadania złapać, to trzeba chwilę się porozglądać i może lepiej dobudzić, żeby refleks mieć szybszy… 😉😀

Mewa śmieszka (Chroicocephalus ridibundus), w szacie spoczynkowej.

Słońce jest coraz wyżej i w kolejnych minutach po złotym różu świtu nie pozostaje już ani śladu. Jezioro, na którym pojawia się para łabędzi – robi się błyszczące i praktycznie białe…

Łabędzie nieme (Cygnus olor)

Łabędzie nieme (Cygnus olor)

Czas na kawkę z Panem Mężem i zaraz potem na śniadanie – jeziora czekają, niezależnie, czy będzie wiało, czy też nie… 😉😀

Na całe szczęście ja nie muszę się rozglądać i łapać porannego posiłku – spokojnie opisuję poprzedni dzień, a Pan Mąż raczy mnie wegetariańskim, pysznym śniadankiem 🌿😀

Mniam… 😋

Zresztą w takich okolicznościach przyrody śniadanko musi smakować…😊

Tylko mina Pana Męża jakaś dalej zaspana – dobrze, że do przygotowania śniadania na jachcie nie potrzeba refleksu, można je przyrządzić na powoli…😉😀

A co z wiatrem. Wiatr mamy poziomu 0 Bft. Zero w tych warunkach oznacza zero absolutne – ani maleńkiego podmuchu…🤷‍♀️ 

Postanawiamy podryfować korzystając ze słoneczka.

Jedni korzystają bardziej,

drudzy trochę mniej…😉🌞😀

Ale gdy zbliżamy się do znanej nam z wczorajszego zachodu słońca małej ptasiej wysepki, na której również teraz przesiadują kormorany w towarzystwie czapli i mew, następuje dla mnie czas na zmianę pozycji horyzontalnej, służącej korzystaniu z promieni słonecznych, na pozycję z aparatem w ręce, służącej fotografii…😀

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo). Czaple siwe (Ardea cinerea). Mewa siwa (Larus canus). 

Jakim cudem przy tym braku wiatru Matiemu udaje się sterować w stronę wysepki i nawet zrobić parę zwrotów wzdłuż jej brzegu – pozostanie dla mnie tajemnicą. Ale ponieważ każdy powinien zajmować się sprawnie tym co jest jego pasją – to niech Pan Mąż sobie sprawnie na flaucie steruje, a ja sobie jako tako sprawnie popstrykam… 😉😁

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo)

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo)

Dzisiaj nad kormoranami głośno nawołując przelatują czajki,

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo). Czajki zwyczajne (Vanellus vanellus)

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo). Czajka zwyczajna (Vanellus vanellus)

a kormorany równie głośno odkrzykują.

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo). Czajka zwyczajna (Vanellus vanellus)

Ta wysepka, to taki można by powiedzieć – kormorani skwer do ptasich pogaduch 😉😀

Jeden z kormoranów podlatuje na najwyższą na tej wysepce skałkę, zdecydowanie w celu pokazania swojej urody…

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo)

Czyż nie jestem piękny…?

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo)

Absolutnie jestem…😉😀

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo)

Kormorany ze względu na fakt przemakania skrzydeł, większość czasu spędzają na ich suszeniu.

Szczerze mówiąc, coś tutaj naturze poszło nie tak. Dać ptakom wodnym, których podstawowym pożywieniem są ryby, przemakające skrzydła…? To dziwna zagadka… 🤔

Tak czy siak kormorany chętnie z wody korzystają, ryby łowiąc sprawnie,

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo)

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo)

a pomiędzy tym skrzydła po prostu suszą, co daje możliwości pięknego uchwycenia tych ptaków…

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo)

Po tej małej, ptasiej sesji fotograficznej postanawiamy dzisiaj jednak podpłynąć, a właściwie poddryfować, lekko korygując sterem, do właściwego domu kormoranów – Wyspy Kormoranów (inna nazwa, to Wysoki Ostrów – brzmi jakoś mało romantycznie, ale przytoczyć muszę 😉).

Pierwszy raz widzę, w jaki sposób kormorany zakładają gniazda. Wiedziałam, że tworzą duże kolonie, ale ilość gniazd i tak robi na mnie wrażenie…

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo). 

Jestem też zaskoczona, że tak duże młode osobniki są jeszcze karmione – to już przecież młodzież.

Prawie jak u nas – młodzież rośnie, ale obiadki pod nos dostają… 😉 Pomimo tego, że potrafią się świetnie już same ogarnąć i całkiem dobrze się bawią, gdy nas nie ma w domu – absolutnie przy tym nie głodując…🤷‍♀️😂

Chociaż trzeba przyznać, że gdy jesteśmy zmęczeni, to nasze dzieciaki potrafią już ”rybkę” rodzicom przygotować – trzeba tylko o konieczności takiego przygotowania wspomnieć. W innym przypadku raczej jednak czekają, aż im do dzioba coś z naszej strony wpadnie… 😉😀

Staram się zrobić jako taką dokumentację zdjęciową Wyspy Kormoranów, pływając wzdłuż prawego jej brzegu.

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo)

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo)

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo)

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo)

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo)

Kormoran czarny (Phalacrocorax carbo), młody

Tak jak wczoraj, zauważam czaplę siwą – widocznie miałam rację myśląc, że razem z kormoranami zgodnie sąsiadują, i oprócz żerowania w tych samych miejscach, nie przeszkadzają sobie również wzajemnie w zakładaniu gniazd.

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo). Czapla siwa (Ardea cinerea). 

Czapla siwa (Ardea cinerea). 

Odpływamy – z oddali widok na wyspę kormoranów nasuwa na myśl kadry z amerykańskich westernów… 

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo).  Mewy śmieszki (Chroicocephalus ridibundus), w szacie spoczynkowej.

Tylko zamiast sępów, rolę główną grają kormorany, mewy i czaple…😉😀

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo). Czaple siwe (Ardea cinerea). 

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo). 

Mewy śmieszki (Chroicocephalus ridibundus), w szacie spoczynkowej

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo). Mewy śmieszki (Chroicocephalus ridibundus), w szacie spoczynkowej. Mewa siwa (Larus canus). 

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo). Mewy śmieszki (Chroicocephalus ridibundus), w szacie spoczynkowej. Mewa siwa (Larus canus)

Czas opuścić Jezioro Dębskie i jego strefę ciszy.

Żegna nas przelatująca młoda mewa srebrzysta 

Mewa srebrzysta (Larus argentatus)

i oczywiście kormorany… 😀

Kormorany czarne (Phalacrocorax carbo)

Słyszę jeszcze zimorodka, ale w tym samym czasie, gdy go słyszę przy jednej trzcinowej wysepce, ładujemy się na piaszczystą łachę przy drugiej. Nie ma zmiłuj się – ciągnie nas w trzciny.

Pomimo pływania na naprawdę świetnej i przydatnej aplikacji Tider, zdarzają się łachy, które na mapach są nie ujęte i zaskakują Cię znienacka, pomimo sporej odległości od wysepek. Ale piaszczyste łachy nie są problemem – problem stanowią kamienie, które mogą poszycie jachtu nieźle porysować, czy nawet uszkodzić. Aplikacja Tider przeprowadza pomiędzy jeziornymi kamieniami, jak po sznureczku, dlatego warto ją zainstalować –  zysk ze spokojnego pływania pomiędzy głazami i mieliznami jest nie do przecenienia https://www.taider.pl/ . Poniżej wycinek mapy z Jeziora Dobskiego – jest na co uważać…

Cennik – koszt tygodniowy  37,99 zł, dwutygodniowy – 59,99 zł, a roczny – 199,99 zł .

Wyciągamy się z mielizny, zimorodek dawno sobie gdzieś poleciał, a my wypływamy na Jezioro Dargin. Pojawiają się na niebie chmury i wraz z nimi trochę wiatru.  2-3 Bft to wiatr, na którym mogę posterować. Jeżeli wieje mocniej – nie ryzykowałabym. Mam sporo umiejętności i dużą wrażliwość na naturę – ale czucie wiatru i reakcji łódki na wiatr, nie należy do moich mocnych stron 🤷‍♀️

Ale na takim, nie za mocnym, równym wietrzyku posterować jest fajnie.

Mój osobisty Kormoranik postanawia złapać jakąś rybkę 🙄,

ale na całe szczęście mu się to nie udaje…😉😁

Oddaję ster

Wolę wziąć aparat do ręki i sfotografować coraz piękniejszą grę popołudniowego światła,

odbijającego się w pięknych oczach mewy siwej.

Mewa siwa (Larus canus). 

Dzisiaj przepływamy 21,5 kilometra, w prawie 9 godzin – prędkość znowu zabójcza 2,4 km/h…🤦‍♀️😁

Gdy cumujemy przy plaży campingu Sunny Camp Pieczarki zapada już powoli wieczór.

Camping Sunny Camp Pieczarki jest polem namiotowym usytuowanym przy ładnej plaży, praktycznie w środku lasu.

Mati znalazł w internecie informację, że w oddalonym o półtora kilometra barze, jest pyszne jedzenie, tylko trochę się na nie czeka. Idziemy – nie chce nam się gotować, spacer po całym dniu pływania dobrze nam zrobi, a chwila czekania na pyszny posiłek nie jest w końcu wielkim problemem. Co mogę o barze http://www.nowyharsz.pl/strony/gastronomia tutaj napisać – wszystko się zgadza. Otoczenie i wystrój jest przyjemny, jedzenie przepyszne i duży plus posiadania w karcie dań wegetariańskich. Nawiasem mówiąc, niesamowicie frustrujące jest zaglądanie do jadłospisów wielu większych, czy mniejszych restauracji, gdzie nie ma oferty dla ludzi, którzy nie jedzą mięsa i jeszcze często spotykają się od strony obsługi z lekceważącym wzruszaniem ramionami, trochę na zasadzie – ot wymyślanie, chcą danie bez mięsa. Niestety jest to po prostu wszechobecne nieposzanowanie w Polsce inności kogoś, kto odbiega od wizerunku wąsko rozumianej normy. Nie wpisujesz się w wizerunek tradycyjnego Polaka, to nas nie interesujesz, albo wręcz jesteś negowany, delikatnie mówiąc…

W Barze Port Nowy Harsz jednak szanują każdego i dania wegetariańskie nie tylko są w ofercie, ale jeszcze zasługują na miano wyśmienitych…🥗😀

Jem makaron ze szpinakiem i suszonymi pomidorami, w sosie szpinakowym – pychota…😋

Pan Mąż swojego kotleta, z frytkami i sałatką wiosenną też chwali. Porcje są olbrzymie, ledwie dajemy radę zjeść. Jedyny minus, to faktycznie bardzo długi czas oczekiwania – w naszym przypadku to półtorej godziny. Jeżeli nie macie czasu, to nie ryzykujcie. Jeżeli macie, to warto poczekać przy lampce wina, czy piwku – my tak robimy. Zresztą serwowane przez obsługę baru białe, wytrawne, włoskie wino – jest również bardzo dobre. Piwo, jak to piwo – Pan Mąż mówi, że ok… 😉😀

Trzeba też wziąć pod uwagę trochę rubaszny styl bycia szefa – na tyle grzeczny jednak, że nie powoduje chęci opuszczenia miejsca podającego tak dobre jedzenie. No, może spowodowało, że usiedliśmy przy stoliku oddalonym od kontuaru…😉 Ale ponieważ miejsca w Barze Port Nowy Harsz jest sporo, to mamy możliwość cieszenia się w cichym kąciku pysznym jedzeniem, dobrym napitkiem, a przede wszystkim czasem, w którym nic ani nikt Cię nie pogania. Można sobie wieczorową porą gawędzić, jak to para, która od lat czuje się w swoim towarzystwie nie najgorzej… 😉😀

Wracamy na jacht ciemną nocą, przez las. Las nocą wydaje się często straszny. Właściciel baru powiedział nam, że są tutaj łosie. Na mapie widać rozlewiska, gdzieś z oddali słyszymy klangor żurawi. Muszę wstać na świt. Zagaduję Pana Męża, żeby poprzemierzał o świcie mazurskie lasy ze mną – ale entuzjazmu brak, więc postanawiam pójść sama…

Zasypiamy delikatnie ukołysani – jak to na jachcie przycumowanym w miejscu, gdzie wody są spokojne…

Powrót do spisu treści

Komentarze

Dodaj coś od siebie i skomentuj ten wpis!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *